Coby jeno mgły nie było…
Taką krótką przenośnią ksiądz Stanisław Sroka rozpoczął jedną z homilii wiele lat temu. A mówcą był znamienitym, bo serca nasze potrafił poruszyć. „Coby jeno mgły nie było” to myśl – ilustracja do życia człowieka, które jest wędrowaniem od narodzin do śmierci. I nie chodziło tu wcale o mgiełkę, która delikatnie ściele się po jesiennej łące, dodając jej kolorytu. W Jego przekazie owa mgła była utrudnieniem w drodze, zagrożeniem w podróży, uniemożliwiała dotarcie do celu, powodowała wędrownie „po omacku”, potrafiła nieźle zawrócić i w głowie i w sercu. A wcale nie o to chodziło, by ją ominąć. Bo tylko ta, bo tylko jedyna ścieżka czasem prowadzi do celu. Mogłeś zamykać oczy, by nic nie widzieć i wtedy On wskazywał kierunek. A jak potrzeba brał Cię za rękę i poprowadził. Cenił sobie wspólnotę, wiedział, jak ważną rolę odgrywa w kształtowaniu serc i umysłów. Był dla każdego, każdy w
