/ Maj 24, 2020/ Aktualności, Biblioteka

Dziś proponuję Wam SWOJĄ, subiektywną, książkę kucharską. A może książkę o książkach kucharskich? Przyjmijmy, że będzie to książka, a właściwie tylko „skrypcik” o książkach związanych z jedzeniem!

MENU

Zacznijmy od śniadania. Co na śniadanie? Może ciasteczka bostońskie z przepisu Ani z Zielonego Wzgórza?

Ania Shirley jako kucharka? Niemożliwe ! Przecież kiedyś dodała do ciasta kropli walerianowych zamiast wanilii. Chociaż wtedy  i tak wszyscy byli zachwyceni i sytuację rozładowano śmiechem. Ania była tak urocza, że ostatecznie nikt nie miał jej za złe potknięć.

Nie wszyscy wielbiciele Ani z Zielonego Wzgórza wiedzą, że Lucy Maud Montgomery  była nie tylko uznaną pisarką, ale również  świetną kucharką. Chętnie przygotowywała rozmaite przyjęcia gotując smakołyki dla najbliższych.  Jej przepyszne ciasta i ciasteczka znane były na całej Wyspie Księcia Edwarda. Jak każda gospodyni prowadziła zeszyt z przepisami i po wielu latach dalekie krewne Lucy Maud,  Elaine Crawford i Kelly Crawford  postanowiły wydać książkę z tymi przepisami. Książka nosi tytuł „Kuchnia z Zielonego Wzgórza”. A wracając do naszych bostońskich ciasteczek:

„Obie panie zasiadły wygodnie w bawialni, a Ania zajęła się przygotowywaniem herbaty i ciasteczek, tak kruchych i pysznych, że mogły wytrzymać krytykę nawet pani Małgorzaty” („Ania z Zielonego Wzgórza”)

CIASTECZKA BOSTOŃSKIE (proporcje na 60 ciasteczek)

  • 1 szklanka masła (domyślam się, że to jest mniej więcej 200 g, czyli 1 cała kostka),
  • 1, 5 szklanki brązowego cukru,
  • 3 jajka,
  • 3,5 szklanki mąki chlebowej (ja dałam zwykłej pszennej tortowej i było OK),
  • 2 łyżki gorącej wody,
  • 1 łyżeczka sody,
  • 1 łyżeczka cynamonu,
  • pół łyżeczki soli,
  • 1 szklanka posiekanych orzechów włoskich,
  • 1 szklanka posiekanych rodzynek

Utrzeć masło, stopniowo dodając cukier, a potem dobrze roztrzepane jajka. Dodać sodę rozpuszczoną w gorącej wodzie oraz połowę przesianej mąki z solą i cynamonem. Następnie dodać orzechy i rodzynki, starannie zmieszane z resztą mąki. Kłaść porcje wielkości łyżki w odstępach co 2-3 cm na wyłożonej papierem blasze i piec w temperaturze 180 stopni C przez 12-14 minut.

Ciastek jest na tyle dużo, że trzeba je piec w 2 lub 3 partiach.

Jak widać, przepis jest tak prosty, że chyba nawet roztrzepana Ania Shirley poradziłaby sobie z nim bez problemu.

Oprócz książki z przepisami polecam całym sercem wszystkie części „Ani z Zielonego Wzgórza”. Po jej  lekturze już nikt nie pomyśli, że jest niezdarny, albo czegoś nie potrafi, bo przecież „wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów”, jak mawiała Ania. A całą serię książek o Ani będziecie mogli wypożyczyć w szkolnej bibliotece.

Źródło: www.ania.wydawnictwoliterackie.pl/kuchnia.php

Czas zająć się obiadem. Co ugotujemy?

Wiem! Podpowiedzi poszukam u naszego narodowego wieszcza, Adama Mickiewicza. Zajrzyjmy do lektury (tak, tak – lektury) „Pan Tadeusz”. Ponieważ w Polsce najpierw podawano, i nadal się podaje, zupy. Wojski na swojej uczcie zaproponował barszcz i rosół, a co my wybierzemy? Myślę że rosół, bo to również jest ulubiona zupa Polaków ( i moja).

„Tu Wojski skończył opis i laską znak daję,
I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje
Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany
I rosół staropolski sztucznie gotowany ,
Do którego Pan Wojski z dziwnymi sekrety
Wrzucił kilka perełek i sztukę monety,
Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie. (…)” ( Księga XII „Kochajmy się”)

„Wojski zebrał co prędzej z sąsiedztwa kucharzy;
Pięciu ich było, służą, on sam gospodarzy.
Jako kuchmistrz białym się fartuchem opasał,
Wdział szlafmycę, a ręce do łokciów zakasał;
W ręku ma plackę muszą, owad lada jaki
Odpędza, wpadający chciwie na przysmaki;
Drugą ręką przetarte okulary włożył,
Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył.
Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały.
W niej spisane dokładnie wszystkie specjały (…) ( Księga XI. Rok 1812)

Mickiewicz  zatytułował książkę, z której korzystano na soplicowskim dworze ” Kucharz doskonały” , ale prawdopodobnie była to książka „Compendium Ferculorum albo zebranie potraw” z roku 1682, ponieważ z tej właśnie książki pochodzą również inne przepisy zawarte w naszej narodowej epopei.

Dzieło Stanisława Czernieckiego przetrwało do naszych czasów, więc mogę zaproponować  ten sam przepis, z którego korzystał  Wojski na kartach Pana Tadeusza. W ten sposób możemy dotknąć, a nawet zasmakować historii. O to przepis na rosół autora pierwszej polskiej książki kucharskiej.

„Sposób polskiego rosołu gotowania taki. Weźmij materyją mięśną wołową albo cielęcą, jarząbka albo kuropatwę, gołębie i cokolwiek mięśnego jest, co być może do rosołu gotowano i zwierzyny wszystkie. Wymocz, wysoluj pięknie i ułóż w garnku, ociągniej. Ten zaż rosół, w którymeś ociągał, kiedy się podstoi, przecedź przez sito i wlej w tę materyją mięśną, włóż pietruszki, masła, przysól, odszymuj. A gdy dowre, daj gorąco na stół. Trzeba też wiedzieć, że na każdy rosół włożyć co potrzeba, żeby wodą albo wiatrem nie śmierdział, to jest pietruszki albo kopru, cebule albo czosnku, kwiatu muszkatowego albo rozmarynu, albo całkiem pieprzu, według smaku albo upodobania. Limonia też i rozmaryn żadnego nie oszpeci rosołu.”

 Źródło: www.wehikulsmaku.wordpress.com/2016/02/09/rosol-pana-wojskiego/

 

A co na drugie danie?

Może bigos? Wprawdzie niezbyt zdrowo, ale na pewno po staropolsku.

„W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegą i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.” (Pan Tadeusz , księga IV „Dyplomatyka i łowy”)

Ale, ale, okazuje się, że bigos staropolski wcale nie zawierał kapusty. Były to po prostu siekane warzywa i mięso. Poniżej podaję przepis z wyżej wymienionej książki z XVII wieku.

BIGOSEK KAPŁONI

Kapłona upiecz, mięsieste drobno pokraj, a kościste tak włóż z członkami, cebule drobno, pietruszkę, rosołu wlej, masła połkanego, pieprzu, kwiatu. Przywarz, a daj ciepło. Jeżeli chcesz możesz cytrynę wycisnąć albo octu dobrego winnego wlać, albo agrestu włożyć.

Źródło: www.histmag.org/Bigos-staropolski-na-pewno-bez-kapusty-14020/

A inne książki obiadowe? Może „Opium w rosole” Kwiat kalafiora” , „Czarna polewka”  lub jeśli ktoś jest bardzo nowoczesny „Żaba”. To wszystko tytuły książek Małgorzaty Musierowicz z serii „Jeżycjada”. Wszystkie opowieści w jakiś sposób wiążą się z dzielnicą Poznania Jeżyce, stąd nazwa serii.

 

Obiad mamy za sobą, teraz podwieczorek i herbatka

Może czekolada? Uwielbiam czekoladę!  Jeśli Wy także ją lubicie, koniecznie przeczytajcie książkę „Charlie i fabryka czekolady” Roalda Dahla.

Charlie to chłopiec, który ma trudne dzieciństwo. Mieszka z całą, ogromną  rodziną (wliczając w to dwie pary dziadków) w starej ruderze i nikt o niego nie dba. Na obiad je codziennie tę samą zupę z kapusty. Pewnego dnia zwiedza fabrykę czekolady…

Poniżej podaję przepis na sos czekoladowy z filmu nakręconego na podstawie książki (adaptacja).

Sos czekoladowy

Składniki:

  • czekolada mleczna 50 g
  • czekolada gorzka 50 g
  • cukier 30 g
  • woda 50 ml
  • masło 30 g
  • Podgrzać i polewać, co się da – będzie pyszne.

Dla starszych czytelników proponuję książki Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk z serii „Cukiernia pod Amorem”. O czym jest ta seria? Rzecz zaczyna się w XIX wieku. Poznajemy rodziny: Zajezierskich, Hryciów i Cieślaków. Rodziny te są dziwnie powiązane z archeologicznym znaleziskiem na rynku Gutowa. Co się wydarzy? Czy mazowieckie rody przetrwają kolejne powstania i wojny? Kiedy ją czytałam, świat cały odleciał do XIX i XX wieku.

Jeśli jesteśmy już przy książkach p. Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk warto przypomnieć powieści, które napisała dla młodzieży. Czytałam – polecam. Poza tym te książki również znajdują sie w naszej, szkolnej bibliotece.

No i jeszcze wprowadzam trochę prywaty- znam osobiście autorkę tych powieści. Gościliśmy ją kilka lat temu w Kuryłówce. Myślę, że jest to dodatkowa zachęta do tego, by poznać jej książki.

Myślę, że kolację sobie darujemy skoro na podwieczorek zjedliśmy tyle czekolady. Chyba że jakiś owoc… może ananas

„Ananasy z naszej klasy” Mariana Załuckiego. Jest to zbiór zabawnych wierszyków pokazujący nasze wady. Książka może nie najnowsza, ale ciekawa i znajduje się w szkolnej bibliotece.

Proponuję jeszcze jedną. W tytule nie ma żadnego owocu, ale jeśli ją przeczytacie, zrozumiecie… Poza tym śmiech do bólu brzucha gwarantowany.

Na zakończenie proponuję odrobinę zabawy – ułóżcie memory z tytułami związanymi z jedzeniem >>>

Wasza pani z biblioteki.

 Joanna Serkiz